wtorek, 30 września 2014

Party Like a Lord!

Hi!

W sobotę w Instytucie Wysokich Napięć w Warszawie odbyła się długo wyczekiwana impreza organizowana przez Lorda Somersby - Party Like a Lord! Na imprezie nie mogło zabraknąć pysznego jedzenia, dobrej muzyki i fajnego towarzystwa (fajnie było Was wszystkich spotkać!). Cały wieczór umilał Lord Somersby, który co jakiś czas pojawiał się na scenie i przechadzał wśród gości robiąc sobie z nimi #friendsie. 


Gwiazdą wieczoru była jednak Ella Eyre, która na scenie dała czadu i pomimo zimna rozgrzała wszystkich! Ma świetną barwę, jest niezwykle charyzmatyczna i zdolna. Krótki filmik z koncertu możecie obejrzeć na moim Instagramie (klik).




Jedzenie serwowały najlepsze food trucki w mieście! Takiego hamburgera jak na imprezie nie jadłam w żadnej knajpie :)


Wszechobecne lasery i animacje świetlne sprawiały, że w hali było klimatycznie. Oprócz koncertu Elli swój premierowy koncert dała Natalia Nykiel. Nie mogło też zabraknąć Somersby!




fot. Adrian Hołda



Chciałabym też podziekować wszystkim osobom, które do mnie podeszły porozmawiać i zrobić zdjęcie. Miło było Was poznać :) Poniżej zdjęcia z Paulą i Karoliną.



dress - avocadostyle.pl
coat - jestesmodna.pl
bag - parfois
shoes - shellys london by sarenza

Do następnego!

niedziela, 28 września 2014

Kalypso Cretan Village / Pierwszy post z wakacji na Krecie

Hi!

Dzisiaj pierwsza część zdjęć z Krety. Na poczatek zdjęcia miejsca, w którym się zatrzymaliśmy. Następnie pojawi się post z przepięknymi widokami z okolicy, a na koniec najpiękniejsze widoki z wycieczki, na którą się wybraliśmy. Gotowi? Zatem ruszamy z pierwszym postem - zapoznawczym, w którym również pojawią się piękne widoki, ale moim zdaniem najciekawsze będą dwie czekające w kolejce notki. Enjoy!

Wakacje spędziliśmy na południu Krety nad morzem Libijskim. Uważam, że nie mogliśmy wybrać piękniejszego miejsca - Kalypso Cretan Village położony jest na skałach, znajduje się w parku krajobrazowym i oferuje przepiękne widoki. Hotel bardzo kameralny, cisza, spokój, brak animacji (jedynie o 22:00 każdego dnia odbywało się jakieś show), brak dzieci (nie jest to hotel dla maluchów, ale o tym poniżej) czyli wszystko to, na czym najbardziej mi zależało. Nie sprawdzi się on dla rodzin z dziećmi i dla osób, które lubią imprezować. Dzięki temu, że hotel znajduje się na "odludziu" nie ma tutaj innych turystów, można bez problemu zostawić ręczniki oraz rzeczy na leżakach i pójść np. na obiad.



Powyżej możecie zobaczyć jak wygląda hotel. Nie ma jednego budynku, w którym znajdują się pokoje. Na całym terenie porozstawiane są małe bungalowy, w których znajdują się pokoje - moim zdaniem to ogromny plus. Do domków prowadzą drogi z piękną roślinnością, małymi fontannami i palmami (wszędzie jest blisko). 

Jestem ogromną fanką kameralnych miejscówek: męczą mnie kurorty, duża liczba ludzi, dlatego wybrałam taki hotel, gdzie do najbliższej miejscowości z tawernami i szeroką piaszczystą plażą jest 15 minut spacerem. Do większej wioski, w której znajdziemy sklepy, restauracje, bankomat ;) i bardzo szeroką, piaszczystą plazę jest około 40 minut spacerem, ale codziennie z hotelu odjeżdżają busy, które kursują przez cały dzień. Na terenie hotelu znadjuje się także mały mini market, w którym znajdziemy najpotrzebniejsze rzeczy.



W hotelu znajdziemy 3 baseny: jeden duży i dwa mniejsze położone trochę wyżej z widokiem na morze. Przyznam szczerze, że w basenach spędzałam bardzo mało czasu - to chyba janse, ze więcej siedziałam w morzu :) Plaży jako tako nie ma, natomiast jest 5 naprawdę fajnych wejść do morza (dwie drabinki, "schodki' ze skał x2 i wejście z brzegu). Moim zdaniem największym plusem tego miejsca jest właśnie "mała zatoka" otoczona skałami. Pływanie przy tak wysokich skałach robi ogromne wrażenie. Jest to też raj dla tych, którzy uwielbiają nurkować (wystarczy maska+rurka). Wspomnialam też, że miejsce nie nadaje się dla maluchów: brak plaży, brak brodzików w basenach, brak animacji. 




Jestem szczęśliwa, że wybraliśmy to miejsce. Wróciliśmy w 100% wypoczęci i z naładowanymi bateriami. Dodatkowo pogoda była piękna: przez całe 8 dni świecilo słońce, a temperatura przekraczała 30 stopni. Jeśli zapomniałam o czymś i macie pytania to piszcie w komentarzach. Tymczasem reszta zdjęć z naszego hotelu...













A już teraz zapraszam Was na kolejny post z Krety (za kilka dni), w którym pojawią się naprawdę przepiękne widoki :)

Do następnego!

piątek, 26 września 2014

Jak ryba w wodzie!

Hi!

Zanim pokażę Wam zdjęcia z Krety i opowiem o miejscu, w którym byliśmy to dzisiaj kilka słów o moim ulubionym żywiole! W sumie parę fotek z naszego wakacyjnego wyjazdu też się dzisiaj pojawi, ale tych wodnych/podwodnych! No tak, po tytule notki możecie się domyśleć, który z żywiołów to ten "mój". Ale zacznijmy od początku...


Z czterech żywiołów uważam, że WODA jest tym najpotężniejszym (oczywiście, możecie się ze mną zgodzić lub nie, gdyż jest to w 100% subiektywna opinia). Woda jest nam potrzebna do życia, ale jest także niebezpieczna, nie do opanowania, zaskakująca, nieokrzesana. Pomimo, że od najmłodszych lat chodziłam na basen, pływałam w morzu i ogólnie uważam się za dobrego pływaka, to zawsze, gdy wchodzę do wody mam pewien dystans. Niemniej morza i oceany niesamowicie mnie fascynują. Mogę godzinami patrzeć w dal, rozmyślać jaki człowiek jest mały w stosunku do natury, co kryje się pod wodą itd.

Jak już wspomniałam, moja przygoda z wodą rozpoczęła się bardzo dawno temu: morze, baseny, karta pływacka, jakieś kursy, ale także nałogowe oglądanie programów na NG czy Animal Planet. Następnie pierwsze wakacje za granicą i możliwość nurkowania z maską i rurką czyli snorkeling - to naprawdę świetna zabawa i najprostszy sposób obserwacji podwodnego życia. Po kolejnych już wakacjach zapragnęłam zejść pod wodę i zapisałam się na kurs nurkowania w Polsce... Niestety kursu nie ukończyłam (z przyczyn prywatnych), ale podstawowe doświadczenie nabyłam. 


Gdy byliśmy na Krecie w naszym hotelu znajdowała się szkółka nurkowania: Kalypso Dive Center, do której zjeżdżali turyści z różnych regionów. Nie mogłam przepuścić takiej okazji i musiałam zobaczyć jak to jest na dnie morza (na kursie schodziłam pod wodę tylko na basenie). Trafiłam na świetnego instruktora, który gdy tylko usłyszał, że znam podstawy od razu "rzucił mnie na głęboką wodę". To prawda, że w momencie zejścia pod powierzchnię otwiera się zupełnie inny świat - piękny świat, który nie jest nam znany, wszystko w nim płynie powoli i jest naprawdę fascynujący. Teraz wiem, że dokończę kurs a znając mój upór pewnie "pójdę" jeszcze dalej :) 

Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję nurkować na wakacjach to naprawdę polecam! Nie trzeba znać nawet podstaw - instruktor wszystko wytłumaczy, przekaże najważniejsze informacje, pomoże i oczywiście popłynie z Wami.





A jaki jest Twój żywioł?

Do następnego!

środa, 24 września 2014

The best of... czyli mój faworyt w biustonoszach sportowych i kilka słów na temat Adidas Springblade

Hi!

Dzisiaj obiecana recenzja butów do biegania Adidas Springblade, kilka słów o moim ulubionym staniku sportowym oraz najbardziej odjechane leginsy do ćwiczeń jakie mam w szafie! :)


Kosmiczne buty, które prezentują się niezwykle efektownie mają za zadanie pochłaniać energię uderzenia stopy o podłoże, oddając ją z powrotem, dzięki czemu napędzają każdy nasz kolejny krok. Jak jest naprawdę? Myślę, że jako poczatkujący biegacz nie odczuwam aż takiej różnicy i ciężko mi ocenić czy naprawdę ta energia działa. Fakt, gdy biegłam w nich mój czas byl lepszy, ale nie jestem pewna czy to na pewno zasługa butów czy mojej podświadomości ^^  Wiem natomiast, że buty są idealne, gdy biegamy po gładkich powierzchniach - wtedy czujemy naprawdę świetny komfort (są niesamowicie wygodne, lekkie(!!!), idealnie dopasowują się do stopy). Niestety nie nadają się na typowe "polskie chodniki" czy polne drogi.  Niewątpliwie ich atutem jest wygląd bo trzeba przyznać - są piękne. Minus to zdecydowanie cena: ja rozumiem nowoczesna technologia itd., ale są mega drogie (około 700 zł). Na dzień dzisiejszy zostanę przy moich Pegasusach. Być może gdy przekrocze wymarzoną dziesiątkę to wtedy ten model okaże się idealny :)


Jeśli chodzi o staniki sportowe to moim absolutnym faworytem (zresztą na pewno zauważyliście to na różnych zdjęciach) jest biustonosz Adidas Supernova Racer. Lubię go, bo ma lekko usztywniane miseczki przez co świetnie trzyma i nie spłaszcza biustu (!) - wygląda kobieco. W dodatku świetnie odprowadza wilgoć. Minusem dla niektórych może być cena (około 169 zł), ale akurat w tym przypadku warto zainwestować w naprawdę dobry biustonosz (nie pożałujecie). Do biegania wybieram tylko ten model, chociaż na wieszakach wisi jeszcze 7 innych sportowych staników ^^


Na koniec mój sportowy look i najbardziej odjechane leginsy sportowe ever! Prawda, że świetnie się prezentują? :)



look - adidas

Do następnego!

poniedziałek, 22 września 2014

Casual

Hi!

Jeśli śledzicie mojego bloga czy kanały social media to dobrze wiecie, że jestem ogromną fanką sportowej elegancji. Dzisiaj nie jest może aż tak sportowo, ponieważ pikowane buty są dosyć eleganckie, jednak mimo wszystko nadal jest to sportowe obuwie. Dodatkowo mamy akcent casualowy czyli jeansy oraz elegancki: torebka oraz ponczo. Całość tworzy fajną, luźną elegancję. Nigdy wcześniej nie miałam takiego płaszcza i zawsze zastanawiałam się jak to jest z jego wygodą - okazuje się, że to całkiem fajna, praktyczna część garderoby! :)









jeans - denimbox
bag - michael kors
shoes - geox
sunglasses - rayban
bracelets - purple tree
watch - mulierstore (olivia burton)

Do następnego!